Piszę tą notkę w chwilce przerwy pomiędzy bieganiną za Jacuchą i gadaniem z Asią. Zamiast sobie zrobić herbatę. I tak sobie myślałam żeby dać sobie spokój z tym blogiem, bo ani czasu, ani energii. Ale zostawiam go, może jeszcze wróci odrobina czasu i odrobina weny, żeby potworki miały pamiątkę z niepamiętanych czasów dzieciństwa.
Ku pamięci: Asiunia jadła dziś pierwszy prawdziwy obiadek! Marchewa. Profesjonalna. Całe półtorej łyżeczki. Serwowane prosto z brody Małej po uprzednim wypluciu. Ale łaskawie połykała! Nasz mały sukces. Bobofrut jakoś łatwiej wchodził.... Jutro ciąg dalszy.
 |
Ale czaruje ta nasza księżniczka! |
|
 |
Włamałem się do łóżeczka Asi, ha! I ukradnę sobie jej karuzelę, o. |
 |
Och:( Zamknęli przede mną kościół:( Na cztery spusty:( |
 |
A ja będę taka przekora, jak Jacucha. Mam swój wzór, a co! |
No nie możesz mi tego zrobić o.O Ja tu codziennie sobie zaglądam, żeby sprawdzić czy nie dodałaś nowego posta o Maluszkach i poprawić sobie humor Waszymi historyjkami :)
OdpowiedzUsuńTak więc pisz pisz ;)
Pozdrawiam,
Kasia