Weekend minął nam między innymi pod znakiem soków
dzieciowych. Stałam sobie przy sokowirówce i produkowałam (co mąż nakroił). A
wcześniej zrywałam jabłka z ogrodowych jabłonek. Już trochę dojrzały, więc
zaczęliśmy produkcję soków na zimę 2012. A zima, jak to zima – bywa ciężka – zatem
soki dla dzieci muszą być! Jacuś od razu się napił i jednego dnia zrobił
(uwaga!) 5 kup! Takie to zdrowe.
A dziś pojechaliśmy sobie nad morze na molo. Zrobił scenę na
deptaku, jak mu nie chciałam kupić wiatraczka. Pełnowartościowy bunt dwulatka.
Leżało dziecko na ziemi i się domagało (dyskretnie, hehe). Ignorujemy takie
zachowania i mam nadzieję, że szybko mu się przestanie opłacać robić sceny. A
poza tym chodził za rączkę po murku, pierwszy raz dotykał pieska (i pierwszy
raz trochę się pieska bał), oglądał morze, robił papa przechodzącym pieskom… W
sumie dobry dzień mieliśmy. Asieńka też dała pospacerować i pobawić się z
pierworodnym. A teraz rybka się smaży, Małe drzemie i szykujemy się na kolejne
sokowirówkowe popołudnie.
 |
A ja wam ucieknę, o! |
 |
I kto mówił że cały banan się nie zmieści do buzi? |
 |
Lubię chodzić po murkach! Po mamie. |
Ale u was musi być ciepło,my już w bluzach i kurtkach mimo,że słonko to zimno i wietrznie
OdpowiedzUsuńA podobno jutro upały... Już jestem tego ciekawa...
OdpowiedzUsuń